Jak przetrwać epidemię

Drukuj

JAK PRZETRWAĆ EPIDEMIĘ

W DOMU I NIE ZWARIOWAĆ

Epidemia zamknęła nas w domach i ograniczyła zwyczajną aktywność. Zmusiła nas do przeorganizowania życia. A przede wszystkim zmusiła nas do konfrontacji z lękiem.

My, dorośli, stajemy przed zadaniem nauczenia się rozmów z dziećmi po to, żeby pomóc im zarządzać lękiem i stresem, by dzieci nie tylko przetrwały czas epidemii, ale też w przyszłości dobrze radziły sobie z kryzysem.

Musimy mówić prawdę, ale nie straszyć dzieci, uczyć je nowych zachowań i odpowiedzialności. Potraktować całą sytuację jak doświadczenie, przez które przechodzimy całą rodziną.

To my, dorośli, odpowiadamy za to, jak dzieci poradzą sobie z lękiem. Ale najpierw to my musimy sobie z nim poradzić

"Nie udawajmy, że nic się nie dzieje. Stoimy przed szczególnym zagrożenie dla zdrowia, a to wywołuje pierwotny strach przed śmiercią".

 

Dzieci lubią przewidywalność

Psychologowie podkreślają, że dzieci najlepiej funkcjonują w znanym i przewidywalnym środowisku. Lubią, gdy ich dzień ma określony rytm. Zaś gdy się im ten rytm zaburzy, stają się złe, zagubione i sfrustrowane.

Plan działania

 

Abyśmy więc pozostali wszyscy w jako takim dobrostanie psychicznym, trzeba każdy dzień zaplanować. Wcześniej wytłumaczmy dzieciom, dlaczego muszą zostać w domu i że ten czas potrwa dość długo . Po nim wrócą do swoich znanych i lubianych zajęć. Jasne postawienie sprawy zawsze ich uspokaja, a wtedy potrafią wziąć na klatę najtrudniejsze decyzje. To będzie nasz czas i postaramy się go wykorzystać najlepiej jak się da.

Wówczas łatwiej jest nam w niej żyć, planować, przewidywać i czuć, że mamy nad nią kontrolę. Im bardziej otaczająca nas bezpośrednio rzeczywistość będzie uporządkowana, tym łatwiej będzie nam odczuwać spokój. Zadbajmy o to, by o tych samych godzinach jeść posiłki, odrabiać lekcje, czy podejmować aktywność fizyczną. To dobry moment, by stworzyć wspólny rodzinny rytuał. Wykonujmy też wspólne prace, czy wymyślajmy sobie wspólne rytuały np. wieczorne oglądanie filmów.

 

Trudno o spokój gdy media bombardują nas kolejnymi tragicznymi informacjami. Co chwilę ktoś ze znajomych podsyła jakiś filmik czy link. A dzieci są tego świadkami.

Codziennie mamy dostęp do wielu informacji, także fałszywych. I te ostatnie właśnie budzą największy niepokój. Zastanówmy się, czy dziecko musi słyszeć każdą rozmowę jaką prowadzimy z domownikami czy przez telefon? Ono rejestruje każde słowo, ale interpretuje je na swój sposób. Upewnijmy się, że to co dziecko wie na temat koronawirusa jest wiedzą sprawdzoną. Sami sprawdzajmy i przekazujmy informacje raz, dwa razy dziennie, najlepiej o tej samej porze. To, że cały czas śledzimy media nie pomoże w poczuciu komfortu, a wręcz przeciwnie. Pamiętajmy, że serwisy przekazują informacje tak, by budzić emocje.

A jak rozmawiać z dzieckiem o tym, co widzi i czuje?

Można wykorzystać rysunki emocji, postaci, czy inne, które ułatwią rozmowę o tym jak dziecko postrzega koronawirusa, co czuje, co myśli na ten temat, jak odbiera usłyszane informację, czego i o kogo się boi oraz co czuje, gdy wszyscy o tym mówią. W takiej rozmowie wykorzystajmy opowieści dotyczące wszystkich zmysłów. Dziecko może napisać, zaśpiewać piosenkę, narysować koroawirusa lub swoje emocje, wytupać swoją frustrację, pokazać gdzie w ciele czuje swoje emocje. Może wspólnie wymyślicie bajkę?

Można wykorzystać gotowe bajki, które pojawiły się w sieci.

Możemy normalizować odczucia dziecka mówiąc „Tak, to normalne, że tak myślisz, to normalne, że tak czujesz”. Bądźmy blisko dziecka z uważnością. To często niweluje lęki i niepokój. Jednocześnie dajmy mu własną przestrzeń. Zanim „wyskoczycie” z rozwiązaniem, czy diagnozą pamiętajcie, że dziecko samo zna mnóstwo rozwiązań na własne problemy. Każdy nawet dziecko, czasami musi pobyć samo ze sobą, a nawet się ponudzić. Więc nie rozwiązujemy wszystkich problemów za nasze pociechy.

Co z aktywnością fizyczną?

Warto ćwiczyć razem z dzieckiem. Może to być zabawa w lekcję wychowania fizycznego, lub inne formy aktywności fizycznej na świeżym powietrzu. Relaksacyjna kąpiel czy masaż to także dobre rozwiązanie. Warto by ćwiczenia dziecko mogło wymyślać naprzemiennie z rodzicem. To daje mu poczucie wpływu, wyboru, decyzji i możliwość do poznania swojego ciała i swoich potrzeb. Przy każdej okazji wspólnie żartujmy, śmiejmy się. Śmianie się, nawet to wynikłe z tzw. gilgania (oczywiście za wzajemną zgodą) pozwala odreagować napięcie, odprężyć się.

Zawieszony kontakt z rówieśnikami niestety nie pomaga. Co robić?

Wiadomo, że dzieci, nawet te małe, lubią rozmawiać z koleżankami i kolegami. Stwórzmy im taką możliwość przez Internet. Dzieci mogą się wymienić pomysłami na to, co robią, czym się zajmują i co myślą o tej całej sytuacji. Co dwie głowy myślące podobnie, to nie jedna.

Zestresowany dorosły chyba niewiele pomoże?

To prawda. Pomagać innym można tylko wówczas, gdy  samemu jest się stabilnym i uspokojonym. Dajmy sobie czas i przestrzeń by poczuć się spokojnie i dobrze. Porozmawiajmy z bliskimi, skorzystajmy z pomocy psychologicznej online. Nasz stan psychiczny w dużym stopniu zależy od interpretacji rzeczywistości. Zacznijmy myśleć o czymś innym niż koronawirus. Wsiadając do auta nie myślmy nieustannie o tym, ile osób dziennie ginie na drogach, prawda? Z koronawirusem zastosujmy podobny mechanizm. Jeśli wsiadamy za kółko trzeźwi, a auto jest sprawne jesteśmy spokojni. Dzięki zastosowanym środkom ostrożności zazwyczaj nie martwimy się o to, że coś się stanie. Podobnie w przypadku epidemii. Stosujmy się do zaleceń WHO i nie zakładajmy, że przydarzy się nam najgorsze. Myślmy o tym, że w końcu sytuacja się ustabilizuje i znów będziemy chodzić do sklepu po bułki.

A co robić, gdy pojawi się kryzys wynikający ze wspólnego, koniecznego przebywania stale razem ?

Prędzej czy później on się pojawi, ale pamiętajmy, że ze złymi momentami jest podobnie jak z dobrymi: pojawiają się, jakiś czas trwają a potem mają tendencję do wyciszania się.

To nie sam moment kryzysu jest zły, a raczej to, co z nim zrobimy, jak go zinterpretujemy i jak się zachowamy. Czy będziemy przeciągać w nieskończoność swoje żale i pretensje, czy raczej szybko o nim zapomnimy. Gdy z perspektywy rodzica dzieci źle się zachowują, rodzice mają tendencje do zamartwiania się, co to będzie z tym naszym dzieckiem, co z niego wyrośnie. Potęgujemy niewłaściwe zachowania do granic możliwości i one zaczynają rządzić naszą opowieścią o dziecku, wokół tych „złych” historii zaczynamy snuć wizje dziecka w przyszłości. Jeżeli natomiast pomyślimy, że to tylko chwilowe zachowanie, do którego każdy ma prawo wówczas szybciej mija nasza złość i frustracja i szybciej przechodzimy do codziennych zadań.

Nasz mózg jest plastyczny i to do jakiego sposobu myślenia go przyzwyczaisz, o czym rozmawiasz i na czym skupiasz uwagę, tym twój mózg się karmi i na taką rzeczywistość zwraca twoją uwagę.

 

Oprac. K. Dura